Weekend
Sobota rano…
wstałam nieprzytomna po nieprzespanej nocce, ale jakoś to przeżyłam 😉
drobne porządki w mieszkanku… najpierw kuchnia z dużym pokojem,
potem łazienka, przedpokój i na koniec mój ukochany mały pokoik…
trochę czasu minęło i zaczęło błyszczeć 😀
no nie do końca, bo w idealnym porządku nie czuję się super :D:D
czas na obiadek, brak weny, do tego nic mi się nie chciało już,
więc były tylko kanapeczki [mniam] i herbatka Lipton White Tee [pyszotka] 🙂
czas na odpoczynek z książką na łóżeczku 🙂
obecnie czytam książkę Jonathan’a Kellerman’a "Unik" 🙂
Porwanie dwóch studentów prywatnej szkoły aktorskiej, które okazało się oszustwem,
jednak morderstwo, które nastąpiło później już jest jak najbardziej prawdziwe.
Masa pytań, na które odpowiedzi kryją się w ciemnych zaułkach Los Angeles,
wśród wzgórz wokół Malibu i w chorym umyśle sadysty…
nie wiem kiedy za oknem zrobiło się ciemno, rundka w kości na kurniku,
ciepły prysznic i do łóżeczka się wyspać 🙂
Niedzielny poranek powitał mnie słoneczkiem… jogurcik i mleczko na śniadanko 🙂
i pora skończyć książkę, bo coraz ciekawiej się zapowiada 🙂
koło 13 zaczęło jednak burczeć w brzuszku, więc pora na obiadek 🙂
makaron z sosem i do tego kotlecik 🙂
(Magik jak był u mnie zachwycał się tym sosem 🙂 a Edyta nie chce mu ugotować 😀 )
brzuszek pełny pora wrócić do książki 🙂
godzina 15:30 – koniec książki…
trzeba sobie znaleźć inne zajęcie na resztę popołudnia 🙂
może jakiś długi spacerek po polach 🙂
nio chyba, że pogoda pokrzyżuje plany, bo zanosi się na deszcz 🙂





